...Ich wydany w 2008 r. album "W pustyni i w puszczy" był jednym z najciekawszych w ostatnich latach debiutów na rodzimym jazzowym poletku. Teraz poznański Yazzbot Mazut powraca z drug± płytę w składzie zmienionym i zmniejszonym. O ile wymiana basklarnecisty na saksofonistkę altow± - kobieta na froncie to prawdziwa rzadko¶ć - zaowocowała jedynie zmian± brzmieniow± (Lena Romul także ma wyraĽny poci±g do freejazzowych wycieczek i w tym jest wła¶nie najlepsza), to okrojenie grupy o klawiszowca mocno przedefiniowało styl grupy. "Mazut Mazut" nie jest, jak poprzedniczka, płyt± elektrojazzow±, zniknęły częste odniesienia do gigantów fusion i ucieczki w trans. Duża dawka kwa¶nej surowizny ("gryz±ca" gitara, mięsisty, klangowany bas) ucieszy miło¶ników ł±czenia jazzu z funkiem. Muzycy graj± pewniej i odważniej, nie boj± się kombinować, a ryzyko wychodzi im przeważnie na dobre. Yazzboci nie stracili umiejętno¶ci pisania zgrabnych, chwilami wręcz soundtrackowych kompozycji. Warto mieć ich na oku, warto mieć ich w uchu...


Jędrzej Słodkowski (Co Jest Grane - Gazeta Wyborcza)


Post jazz albo muzyka wielokrotnie improwizowana tak nazywa swą twórczość poznański zespół Yazzbot Mazut. I jest w tych określeniach wiele prawdy, bo z tradycją niewiele ma ona wspólnego. Zespół zmienił właśnie skład odszedł klarnecista Piotr Mełech i klawiszowiec Dariusz Dobroszczyk, a ich miejsce zajęła młodziutka saksofonistka Lena Romul. Słuchając jej od ważnej gry, trudno uwierzyć, że to ta sama osoba, która rok temu wygrała konkurs dla debiutantów "Jazz Juniors", a dziś zasila nie tylko szalony Yazzbot Mazut, ale też formacje Wojtka Pilichowskiego czy Presidents of Soul. Romul to osobowość, ma wiele do powiedzenia i wie, jak to zrobić. Ma też w sobie jakąś niesłychaną witalną siłę, dzięki czemu potrafi zaskoczyć improwizacyjną weną i świeżością. A właśnie to w muzyce Yazzbotów jest najważniejsze. Nasycone ostrą harmonią tematy prześcigają się tu z freejazzowym odlotem i gitarowymi przesterami ?"Lama, owca", "Chicago", "Turkuć podjadek". Jest też odrobina subtelniejszych fraz ("Haiti", "Siódemka Romana P."), nastroju tajemniczości ("Turniej czterech skoczni") i lżejszego klimatu funky ("Do you do you St-Tropez"). Ale nawet z nich przebija w pewnym momencie niepohamowana żądza ostrej jatki. I dobrze, bo w tej pokrętnej, bezkompromisowej i kolorowej stylistyce członkowie Yazzbot Mazut czują się chyba najlepiej. Ale żeby wszystko nie było do końca tak serio, artyści przybrali pseudonimy owadów, umieszczając jednocześnie na okładce płyty wizerunek turkucia podjadka. I tak Andrzej Szawara, gitarzysta obsługujący także elektronikę, nazywa się "Podjadek Szawara", Lena Romul to "Podjadek Romul", perkusista Piotr Kowalski "Podjadek Kowalski", a basista Szczepan Kopyt (grający dodatkowo na instrumentach perkusyjnych i syntezatorach) "Podjadek Kopyt". Debiutując przed dwoma laty, Yazzbot Mazut miał za zadanie wypełnić lukę, jaka powstała po odejściu w niepamięć awangardowej sceny yassowej z Bydgoszczy i Trójmiasta. I choć nie osiągnął jeszcze tego poziomu komercyjnego sukcesu jak uderzający w podobne klimaty Pink Freud, jest na dobrej drodze.


Tomasz Handzlik (Gazeta Wyborcza - Duży Format NR 48/9079 XII 2010; ocena: * * * *)


...Poznański zespół młodego pokolenia muzyków graj±cych jazz. Od ich dobrze przyjętego przez krytykę debiutu, płyty "W Pustyni i w puszczy" (2008 r.) zawzięcie próbuj± wywalczyć kawałek sceny jazzowej w Polsce. Teraz maj± okazję potwierdzić sukces pierwszej płyty ponieważ w maju ukazuje się nowy album zespołu (tym razem nagrany w czteroosobowym składzie), o prostym tytule "Mazut Mazut". Grupę opu¶cili Piotr Mełech (klarnet) i Dariusz Dobroszczyk (klawisze). Miejsce panów zajęła charyzmatyczna Lena Romul (saksofon altowy), znana ze współpracy z bandem Wojtka Pilichowskiego, Presidents of Soul, Niklasem Mullerem, jak i z jej imienego Quintetu. Nowy materiał brzmi ¶wieżo i dojrzalej, zespół zrobił krok do przodu potwierdzaj±c jednocze¶nie, że sukces, jaki odniósł debiutancki kr±żek to nie przypadek. Już po pierwszym utworze widoczne s± zmiany, jakie zaszły w brzmieniu grupy, na dzień dobry witaj± nas ostre partie gitary i altu oparte na solidnej pracy sekcji rytmicznej. Bardziej zdecydowanie i pewnie Yazzboci ujawniaj± pazur swojej muzyki. Solidne kompozycje z miejscem na odrobinę brawury, przechodz± płynie do improwizacji. Słuchaj±c płyty z utworu na utwór ujawniaj± się nam wszelakie możliwe kombinacje duetów, triów i partii solowych, co tylko wzbogaca materiał. A takie utwory jak hipnotyczna "Lama Owca" czy mocna "Siódemka Romana P." to zdecydowane perełki. Lecz jest to płyta organiczna, ukazuj±ca swe atuty przy słuchaniu jej od pocz±tku do końca, wprowadzaj±c słuchacza w trans. Zespół potwierdził, że powinien walczyć łokciami i zębami o kawałek miejsca na scenie jazzowej w Polsce. ChodĽ to nie będzie łatwe w naszym kraju, gdzie ludzie boj± się eksperymentować z jazzem. Ale proszę się nie bać, pomimo że Yazzboci brzmi± jak potwór (może dlatego na okładce jest wielki robal?!) potworem nie jest i warto się zapoznać ich twórczo¶ci±...


Doskocz Paweł


...Nawi±zanie do klasyki muzyki fusion plus odrobina transu sprawiaj±, że muzyka formacji porywa szalon± wręcz ekspresj±. Zespół ma aspiracje do wypełnienia pustki, jaka powstała wraz z naturaln± ¶mierci± awangardowej sceny yassowej. Jego oryginalna wizja muzyki wskazuje, że ma ku temu najlepsze predyspozycje.


Tomasz Handzlik (Gazeta Wyborcza)


Kilka miesięcy czekałem na to, aby polska elektrojazzowa płyta wbiła mnie w fotel i wprawiła w tak błogi nastrój. Powoli traciłem nadzieję aż tu nagle. "W pustyni i w puszczy" to dĽwięki wybornie balansuj±ce między wczesnym fusion, jazzrockiem a niedefiniowanym eksperymentem dĽwiękowym w konwencji free. Trochę tu wczesnego Milesa Davisa, jest co¶ z psychodelicznego jazz rocka, czasami nasze skojarzenia zmierzaj±c w stronę poczochranego Chicka Corei i jego Return To Forever, dzieje się tak za spraw± elektrycznego fortepianu i ostrej gitary. (...) Zespoły - najpro¶ciej mówi±c - powstaj± jako poł±czenie sił kilku indywidualno¶ci, czasami jako układ silny lider i towarzysz±cy u wyrobnicy, b±dĽ tez jako układ towarzysko-spontaniczny, w którym entuzjazm grania dominuje nad wyrachowaniem i przekombinowanie. Tutaj wygrywa ten trzeci wariant ku chwale rado¶ci i energii muzykowania, st±d nie wyróżniam kogokolwiek, bo wszyscy w kwintecie wypadli na szóstkę. A efekt jest taki, że "Mao Tse-Tse" czy jego finalne echo - "Grube ¦cieżki" to rzeczy, które należy puszczać zdołowanym frustratom b±dĽ zaordynować jako lekarstwo na depresję...


Piotr Iwicki (Gazeta Wyborcza)


...Grupa Yazzbot Mazut postanowiła zrealizować swoje najskrytsze marzenia z dzieciństwa. Dzięki staraniom, ciężkiej pracy oraz nieustannemu szlifowaniu warsztatu, w końcu zdecydowali się zaprezentować finaln± wersję swojej debiutanckiej płyty. (...) Kwintet wychodzi daleko poza formę audio. Zespół wytyczył starannie przygotowane i dobrze oznakowane muzyczne ¶cieżki, którymi można pod±żać przez historię jazzu, fusion i muzyki etnicznej (...) Każdy utwór przenosi nas w inn± przestrzeń, rozpoczyna nowy rozdział i tworzy szerokie pole do interpretacji. Yazzbot Mazut to nie tylko obiecuj±cy spadkobiercy sceny yassowej. Ich płyta "W pustyni i w puszczy" to solidny przewodnik, który może posłużyć za inspirację do dalszych eksploracji mniej znanych obszarów.


Piotr Wojdat (Screenagers.pl)